Turquoise Lady

You're just too good to be true.


Link 22.04.2011 :: 01:12 Komentuj (5)

Love takie, że ojacie, niezmiennie od wielu miesięcy. Do zobaczenia za tydzień w Porcie Lotniczym Kraków-Balice.




.


Link 23.03.2011 :: 22:43 Komentuj (7)

Zgodnie z planem, powinnam właśnie wykonywać taniec radości do lustra, nieziemsko podekscytowana wyjazdem.

Zamiast mnie tańczą jednak w powietrzu kolejne sztuki odzieży, nerwowo i niemalże na oślep wyrzucane przeze mnie z szafy.

Mama zamiast relaksować się we włoskich Alpach po cholernie ciężkim kwartale, dostaje w tym momencie prawdopodobnie szału w hotelowym pokoju.

Ojciec nawet jak się przejmuje, to nie daje tego po sobie poznać i nie kiwnie nawet palcem. Praca, squash i wszystko inne są przecież ważniejsze.

Mój brat został dzisiaj wyrzucony dyscyplinarnie z zamkniętego ośrodka uzależnień. Oczywiście za ćpanie na oddziale. Nie wytrzymał nawet dwóch tygodni. Z poprzedniego wypisał się na własne życzenie grubo przed upływem miesiąca.

No a za tydzień rozprawa rozwodowa. Chciałabym olać to rodzinne bagno i skoncentrować się na moich sprawach, na zabiegach pielęgnacyjnych i czekających mnie od jutra hiszpańskich przyjemnościach. Ale nie umiem się tak po prostu tym nie przejmować. Nigdy nie umiałam.

Także mam kompletnie zjebany wieczór i kto wie czy nie całą podróż.



✈ ✈ ✈ ✈ ✈ ✈


Link 17.03.2011 :: 23:46 Komentuj (1)

Miałam dzisiaj zły dzień, toteż postanowiłam sobie upiec brownies na polepszenie nastroju. Nic z tego jednak nie wyszło, ponieważ jak zwykle nie mogłam się powstrzymać od ciągłego oblizywania palców i jak zwykle po wyciągnięciu gotowego ciasta z piekarnika nie mogłam już na nie patrzeć. No, ale przynajmniej współlokatorki są zachwycone.

Za tydzień o tej porze będę prawdopodobnie zasypiać w ramionach mojego słodkiego J, zmęczona długą podróżą. Powinnam się cieszyć, bo przecież Hiszpania, bo słońce i plaża, ale moje myśli koncentrują się raczej na fali tęsknoty, która zaleje mnie po powrocie do Krakowa; każde kolejne rozstanie jest coraz cięższe, bo stopniowo coraz bardziej sie do siebie zbliżamy i przywiązujemy.

Po ponad roku zapuszczania moje włosy znowu są długie, po latach zmagania z własnym ciałem osiągnęłam wagę idealną, a co najważniejsze, od wielu miesięcy stabilną. Zakochałam się w rurkach, legginsach i nieprzyzwoicie krótkich tunikach, ale za każdym razem, kiedy patrzę w jakieś lustro, myślę sobie o matko, ależ ono wyszczupla! Cóż, moje wewnętrzne dziecko chyba do końca życia pozostanie grube.



Bad Girl Gone Good?


Link 03.01.2011 :: 12:01 Komentuj (8)

Najwidoczniej, skoro bez wahania odwołałam eskapadę w góry, opowiedziałam mojemu J. od początku do końca całą historię z A, nie pomijając żadnego istotnego szczegółu i spędziłam Sylwestra na spokojnej domówce z praktycznie samymi parami. Co prawda była to impreza kostiumowa, a razem z M. przebrane za grzeczne dziewczynki w mundurkach zrobiłyśmy istną furorę wśród panów otoczonych głebokimi dekoltami, szpilkami i sztucznymi rzęsami swoich kobiet, ale nawet przez chwilę nie miałam ochoty na całowanie nikogo poza moim chłopcem. Radzimy sobie jak możemy, podkręcając admosferę do granic możliwości, jak przyjedzie to cała kamiennica chyba stanie w płomieniach.

Poza tym, za każdym razem, kiedy patrz na mnie tym przenikliwym spojrzeniem spod uniesionych brwi, myślę sobie - cholera, jaki on piękny. To już prawie pół roku, a cały czas zadziwia mnie tym na nowo.


*** 

Czytam: Marinę Carlosa Ruiza Zafona i Dzienniki Sylvii Plath

Słucham: Into the wild Eddiego (od dawna) i głosu serca (ostatnio)

Uwielbiam: Twoje James Dean Glossy Eyes, loty Ryanaira za 6 euro all inclusive i malinowe lakiery do paznokci.



Majówka, TY SZMATO.


Link 29.12.2010 :: 08:16 Komentuj (5)

Masz cudnego chłopca, który chociaż mieszka daleko, kocha ponad życie, wysyła najprawdziwsze w świecie PAPIEROWE listy miłosne pocztą, rysuje portrety, porusza niebo i ziemię żeby być z tobą jak najczęściej, mimo tej pierdolonej odległości. Najbardziej lubi cię bez makijażu, umie się odpowiednio obchodzić z twoimi słynnymi fochami, pozwala ci spać do późna i nie krzyczy jak zbierasz się do wyjścia przez godzinę.

Wspierał cię w ekstremalnych sytuacjach z udziałem brata, a ty nawet przez chwilę nie poczułaś się niekomfortowo. Byłaś pierwszą dziewczyną, którą przedstawił rodzicom, dostałaś od nich nawet prezenty na Mikołaja, którego przecież nie obchodzą.

Kiedy wysiadłszy z samochodu cała się elegancko obrzygałaś z góry na dół tuż przy głównym wejściu na lotnisko, a potem w hali odlotów wpadłaś w histerię, zachował sie tak wspaniale, że nic tylko oddać pokłon. Kurwa, on nawet zaczął całować postawione mu przez ciebie na ubraniu na pamiątkę rzygi, żebyś choć trochę się rozchmurzyła, jakby było trzeba to pewnie zacząłby je wcinać łyżeczką, jak najlepszy rosyjski kawior. 

Niemal codziennie jecie razem lunch, przebieracie się, robicie milion rzeczy w trakcie, nawet zasypiacie ze Skajpem w tle. Minęło 6 miesięcy odkąd się poznaliście, a ilość telefonów, maili, smsów i jego dobrych chęci nie zmalała. 

Po wakacjach, jeżeli tylko będziecie tego chcieli, ty i świeżo upieczony Pan Inżynier możecie mieć siebie na co dzień. W Krakowie.

I och, nie dalej jak parę godzin temu zwierzałaś się swojej K, że masz dość flirtów, zalotnych spojrzeń, przelotnych uniesień, które zawsze były tłem twoich poważnych związków. Że to nie kwestia J, tylko ciebie, ze chyba wreszcie dorosłaś. A ona cóż, jako że cię zna od ponad 10 lat tylko zaczęła się śmiać, bo takie osoby jak ty nie zmieniają się w jeden dzień. 

I KURWA. Dzwonisz do A. i C, twoich Ukochanych Hiszpanów którzy studiują tutaj, tych samych , którym bardzo pomogłaś na starcie, jak jeszcze nikogo tutaj nie znali, bo przyjaciele NGŚ są twoimi przyjaciółmi. 

I oczywiście poznali też J, spędziliście wspólnie sporo czasu w październiku, ty i J ciągle przytuleni. Krótko potem na imprezie w domu C. i A. ten drugi zapytał mimochodem, czy z J. to na serio, ty (wtedy) nie chciałaś związku na odległość więc powiedziałaś, że nie do końca. Długo rozmawialiście.

Miałaś zostać u nich na noc, bo umierałaś ze zmęczenia, ciągle pierdolili jaki to maja wobec ciebie dług wdzięczności, także A. w ramach spłacania go oprócz noclegu zaproponował też seks.

Tak, był pijany. Tak, jest Erazmusem. Tak, jest wysoki, przystojny, dobrze zbudowany, uroczy, seksowny i zabawny.Tak, jest 3 lata starszy, a nie jak J- 3 lata młodszy. Tak, kiedy zapytał czy chcesz spać w kuchni, w pustym łóżku C. czy w jego łóżku razem z nim, miałaś ochotę mu przypierdolić. Nie,nie zrobiłaś tego. Tak, wybrałaś kuchnię. I tak, zakręciło ci się w głowie, kiedy na korytarzu zaczął nagle całować cię po szyi. Tak, miałaś na to ochotę kiedy całował cię już na całego. Nie, nie byłaś sobą kiedy powiedziałaś, ze nie możesz tego zrobić. Tak, miałaś ochotę wpaść do niego później , tak jak zaproponował, ale nie zrobiłaś tego. Może dlatego ,ze w pięć sekund spałaś już jak zabita, a może dlatego, ze kochasz swojego Jovena. 

Nie, nie czułaś się głupio po wstaniu następnego dnia. Tak, smakowało ci śniadanie, które ci zrobił i wspólny obiad z nim i C. I tak, potem strzeliłaś trochę focha, ale on się odnalazł w sytuacji, przeprosił i wszystko sobie wyjaśniliście.

 Tak, od tego czasu jesteście przyjaciółmi i wiesz ze zawsze możesz wpaść bez zapowiedzi do A. i C.

Tak, fajnie było dzisiaj pójść z nimi na gorąca czekoladę i koncert. Tak, zrobiłaś im w nocy zajebistą wegetariańską kolację z deserem w swoim mieszaniu. Nie, deserem nie byłaś ty. Tak, cieszysz się, że nie zdecydowali się zostać na noc, chociaż tylko dlatego, że akurat jutro rano mają plany.

Tak, zaakceptowałaś ich propozycję wspólnego wyjazdu w góry. Tak, podobają ci się perfumy A. Tak, masz ochotę na wspólne narty, więcej pocałunków w szyję w Sylwestrową Noc i trochę niegroźnego flirtu. Nie, nie pójdziesz z nim do łóżka i nie masz ochoty na pakiet przyjaźń plus seks.

Tak, kochasz Jovena i chcesz z nim być. Nie, nie chcesz się zmieniać.

YOU CAN TELL YOUR JESUS THAT THE BITCH IS BACK.



Boże Narodzenie 2010


Link 24.12.2010 :: 01:47 Komentuj (1)

Podsumujmy:


Ojciec, którego nie widziałam od października - z rodziną swojej siostry na Śląsku.

Młodszy Brat na detoksie w Monarze.

Starsza Siostra plus jej humory, Mama i ja w opustoszałym rodzinnym domu.

Mój Ukochany 2539 km stąd.

Wielka Paczka z prezentami z Hiszpanii wysłana do mnie 3 tygodnie temu - nie wiadomo gdzie.

W perspektywie samotnie spędzony Sylwester, bo nie było mnie stać na narty we włoskich Alpach, właściwie wszystkie mi najbliższe osoby będą gdzieś daleko, a ja nie mam ochoty udawać, że dobrze się bawię na imprezie u znajomych znajomych.

W domu jak co roku odwaliłam czarną robotę, czyli wszystko to, czego nie lubi robić moja Siostra. W nagrodę mogłam sobie ubrać wyjątkowo w tym roku kształtną choinkę, która co prawda wygląda przepięknie,

Ale i tak jest mi jakoś wszystko jedno.




Happy to be oraz love takie, że ojacie.


Link 17.12.2010 :: 02:51 Komentuj (4)

Do wszystkich zainteresowanych:

żyję, ale trochę nie ogarniam. Założyłam alternatywnego bloga w Jego głowie. Akcja zmienia się z prędkością światła niczym w jakimś dziwacznym filmie, czasem jest to tania telenowela,teatr absurdu a chwilę potem dramat psychologiczny z elementami cukierkowej komedii romantycznej. Grudzień przywitałam nie gdzie indziej jak na Półwyspie Iberyjskim, potem przez chwilę były trochę nieplanowane Włochy, teraz jest Kraków no a próxima estación: esperanza.

W poniedziałek skończyłam 25 lat, a mój chłopiec jest niczym Dżoana Krupa i mówi do mnie: I’m gonna fight for ya.

Zobaczymy się znowu dopiero za kilka tygodni i nie ukrywam, że randki na Skajpie nie są do końca szczytem moich marzeń, ale moja babcia miała do dyspozycji tylko Pocztę Polską i skoro ona jakoś dała radę,  no to i my damy. On uczy się grzecznie w bibliotece a ja mu urządzam prywatny pokaz lap dance, rzut kamery na rzesze zakuwających w skupieniu studentów (niemających oczywiście pojęcia co się wyprawia w rogu sali) i chwilę potem oboje pękamy ze śmiechu.

Ah, i od października mieszkam w samym centrum miasta, w starym mieszkaniu ze skrzypiącym parkietem i ogromną, przytulną kuchnią. Mój pokój jest jednym wielkim regałem z książkami i mimo, że bywa tu przeraźliwie zimno, kocham to miejsce i moje nowe, niezależne życie. Chociaż nie ma w nim miejsca na błyszczyki Lancôme, Śniadania u Tiffany’ego ani nawet zakupy w Almie, to jakoś szczególnie nad tym nie boleję.

A na niedzielnych nartach Mama spytała mnie, czy wiążę z Tobą swoją przyszłość. A i owszem, przynajmniej tą najbliższą.

Wychodzi na to że w tym roku po raz pierwszy w życiu będę na serio obchodzić Walentynki i będzie tak cholernie romantycznie że aż się oboje porzygamy.



Livin' la vida loca with spanish subtitles.


Link 09.10.2010 :: 16:46 Komentuj (12)

Przyjechał. Kiedy przytulił mnie w hali przylotów, tak naprawdę mocno, zakręciło mi się w głowie i na te kilka minut świat przestał istnieć. Dwie pary fantastycznych szpilek kupionych na jego przyjazd leżą nietknięte w pudełkach. Przecież i tak najpiękniejsza jestem ubrana tylko w Coco Mademoiselle. Hiszpańska kolacja przygotowana przez niego dla dziewczyn z mieszkania i mojego hiszpańskiego taty wygrała wszystkie nagrody. Większość składników przywiózł ze sobą w walizce, łącznie z oliwą z oliwek. Naprawił nam też w mieszkaniu domofon, lodówkę i zabiera się za łazienkę.


Chodzę w jego spodniach od piżamy, pachnę jego perfumami. Codziennie inne atrakcje, w czwartek na przykład graliśmy pół dnia w monopol z moją siostrą, objadając się ciastkami z pobliskiej cukierni. Wie już jak smakuje kremówka, pączek, barszcz z uszkami, wiejski chleb, śledzie, pierogi z kapustą i piwo Tyskie. A ja wiem, że te dwa tygodnie miną z prędkością światła.


CZY TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ?



Hot N Cold


Link 24.09.2010 :: 19:57 Komentuj (10)

Kupił bilety na 5 października, przed nami dwa tygodnie razem. Wczoraj ogarnęła mnie euforia, dzisiaj lęk. Niby wszystko tak jak było, ale rozmawiając z nim robię się jakaś taka poważna. I sama już nie wiem, czego chcę. Od tygodni marzyłam, by go zobaczyć, a kiedy on postawił wszystko na głowie, żeby to marzenie się spełniło... Zaczynam marudzić.


Edit okołopółnocny:

Poszłam pobiegać. Tak bardzo porządnie. Ale nie do końca pomogło, chwyciłam więc za słuchawkę i zadzwoniłam do Hiszpanii. Powiedziałam, jak się czuję. Powiedziałam o lęku, o obawach, o nerwowym, dziwnym nastroju. Najpierw poradził napar z lipy, trochę uspokoił. Potem pozwolił mi się wygadać. Ale po skończonej rozmowie byłam w sumie jeszcze bardziej rozbita. Chciałam już kłaść się do łóżka, ale przed zgaszeniem światła odruchowo sprawdziłam Tuenti. Nowa wiadomość. Oczywiście od Niego. Pisze: Dla mnie to też trochę zbyt szybko się dzieje. Ale mamy do siebie zaufanie, które pozwala nam mówić szczerze nawet o trudnych sprawach. Jeśli nie przyjadę teraz, to nie wiadomo, kiedy będzie następna okazja i wolę nie ryzykować. Muszę cię znowu zobaczyć. I nie chcę cię stracić, zostając w domu, śniąc na jawie i rozmyślając nad tym, jak duża odległość nas dzieli. Nie ma co przekładać tej decyzji na później. Tak naprawdę spędziliśmy razem bardzo mało czasu, ale wiem, że jesteś warta znacznie więcej niż jakieś tam fiesty, wino, głupoty i pijane dziewczyny. Najważniejsze to być przy tobie.

Żeby mnie zobaczyć, zrezygnował z uczestnictwa w Fiestas del Pilar, które co roku przez 10 dni hucznie świętował z rodziną i przyjaciółmi. Niby nic takiego, ale ja dobrze wiem, ile dla Hiszpana znaczy święto jego miasta.

Kiedy pomyślę, ile zrobił dla mnie taki G, z którym utrzymywałam znajomość przez prawie 9 miesięcy jego pobytu w Polsce... Z którym intensywnie spotykałam się przez ostatnie kilkanaście tygodni jego stypendium... Do którego po 30 dniach od rozstania pojechałam, chociaż tak naprawdę nie miałam na to czasu ani pieniędzy... Porównując do tego, co do tej pory dostałam od J. - właściwie nic. 



Living a teenage dream


Link 23.09.2010 :: 17:31 Komentuj (3)

Wrażenia z wizyty niemieckiego przyjaciela niezapomniane.Pyszne leniwe śniadania na słonecznym tarasie, kawy w Prowincji, wspólnie przygotowywane obiady, wystawy, galerie, zakupy, odwiedzanie ulubionych miejsc, poważne rozmowy ale też plotki, filmy i przytulanki w łóżku. W uszach brzęczą mi słowa sprzed  4 lat – for me, you are just perfect. Kocham pana proszę pana.
 

No, a jeśli chodzi o mojego Joven...To wiem, że jego życie kręci się teraz wokół mnie. Wiem, że przyjedzie całkiem niedługo. Wiem, że coraz bardziej szaleję na jego punkcie. Wiem też, że jeśli  zrobi się między nami naprawdę poważnie, to ta odległość mnie zabije. On niedługo zostanie inżynierem i będzie projektował maszyny. Proszę go, żeby skonstruował taką do teleportacji na trasie Kraków-Saragossa. On tylko się śmieje. Ale to wcale nie jest śmieszne. 2539 pieprzonych kilometrów. Czy jest sens poraz kolejny pakować się w coś takiego?



Załóż bloga

Archiwum

2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad

Linki


Księga gości

Wyślij wiadomość

gg